Portal dla mechaników samochodowych i sprzedawców części
Profi

Konfiguratory olejowe Hurtownie Katalogi części Programy warsztatowe
Nasz Katalog

WERSJE DRUKOWANE:
DOSTĘPNE W HURTOWNIACH.
ONLINE: KLIKNIJ PONIŻEJ.
Reklama
Stukanie tylnej belki w Mondeo
11.08.2014
Większość egzemplarzy Mondeo z lat 2000-2007 wymaga...
Wesołe zegary Laguny II
10.07.2014
Żyją swoim życiem
Po śladach do uszczelki
14.05.2014
Czarno na białym, a raczej zielono na szarym,
czyli...
Klasa A ze strzałą?
28.03.2014
Co się stało tej A klasie?
Reklama
LPG w Rapidzie
03.08.2013
Czeski film z montażu
BRC LPdi
18.06.2013
BRC dołącza do producentów systemów bezpośredniego...
LPdi do Kia i BMW
13.06.2013
Nowe propozycje Vialle
Jesteś tutaj: Start » Strefa Kierowcy » Samochody » Używane
Mazda RX7
Oceń
Wielu producentów samochodów nieśmiało wraca do tematu silnika Wankla. W grę wchodzi wykorzystanie go do napędów hybrydowych. Na przykładzie Mazdy RX-7 zobaczmy jak taki silnik działa i co się w nim psuje. Przy okazji - trochę historii...

Samochód jaki widzimy na zdjęciach to druga generacja modelu, produkowana od 1986 roku. Fotografowany egzemplarz opuścił salon samochodowy trzy lata później. Robert, jego właściciel - choć bardzo lubi oryginalne auta - kupił go niemal przypadkiem. Auto było w dość dobrym stanie, tuż po remoncie silnika. Entuzjazm trwał niestety tylko jakieś 2500 kilometrów. Po tym właśnie przebiegu coś pod maską jęknęło i tak zaczyna się nasza historia. Przeczucia okazały się w stu procentach słuszne – remont trzeba było wykonać jeszcze raz.

Robert znał na szczęście mechanika z wieloletnią praktyką w ASO Mazdy, który miał na swoim koncie kilka remontów Wankli. Po rozebraniu silnika okazało się, że jeden z jego „pierścieni” uszczelniających był źle zamontowany. W trakcie pracy oderwał się od swojego miejsca w tłoku, wbił pomiędzy niego a cylinder i niczym nóż w szlifierce oscylacyjnej uszkodził oba elementy współpracujące. Wniosek: potrzebny był przynajmniej jeden cylinder, jeden tłok i zestaw pierścieni – uszczelnień. Niby nie dużo, ale za to drogo. I to jak!

Jak zawsze w takich wypadkach trzeba było najpierw zrobić rozeznanie w cenach. Okazało się, że dostępne są wyłącznie oryginalne części zamienne. „Podróbki” nie występują. Owszem, można kupić „zamienniki”, które ... są jednak droższe od elementów fabrycznych. Powód jest prosty – RX7 jest szalenie popularna w USA. Tam stanowi świetną bazę tuningową i wiele firm wytwarza do niej ekskluzywne elementy silnika podnoszące moc, tyle, że trzeba za to płacić naprawdę ekstra. Tak się składa, że komory tłoka (odpowiednik cylindra) RX7 wykonane są ze specjalnych stopów zawierających tytan dzięki czemu kosztują po ok. 4 tysiące złotych za sztukę. Tłoki też nie są tanie – kompozycja tytanu, magnezu i aluminium musi swoje kosztować. No i jeszcze te uszczelnienia, które w Wanklu zastępują pierścienie – także około 3,5 tysiąca złotych za komplet (także najwyższej jakości materiały).

W takiej sytuacji wielu użytkowników myśli o zmianie auta lub… próbie adaptacji „normalnego silnika” z innego auta.
Na szczęście Robertowi zupełnie przypadkowo trafiła się okazja do zakupu drugiego silnika w okazyjnie niskiej cenie – ok. 1500 zł. Niestety był to silnik rozebrany na części. Auto, z którego go wymontowano nie jeździło przez bardzo długi czas, a później nikt nie potrafił go odpalić. Lokalni mechanicy nie mogli odpowiedzieć na pytanie dlaczego. Rozebrali go i ... postanowili sprzedać. Okazało się, że był w doskonałym stanie, a przyczyną usterki były po prostu zapieczone uszczelnienia, które wystarczyło wymienić. To właśnie częsta przypadłość Wankli, którymi nikt nie jeździ. Zapiekają się uszczelnienia tłoków i podczas prób uruchomienia silnik nie ma dostatecznej kompresji. Robert kupił właśnie taki silnik. Jednostka pochodziła z roku 1996. Pełny koszt naprawy i tak nie był mały – zamknął się w kwocie ok. 6 tysięcy złotych, ale było warto. Na podaną kwotę składał się koszt zakupu używanego silnika (wspomniane 1500 zł), koszt zakupu kompletu nowych uszczelnień (czyli zwykłych uszczelek i tego co w Wanklu zastępuje pierścienie) oraz symboliczna gratyfikacja za robociznę wykonaną bardziej z pasji niż z chęci zysku.

Silnik Wankla ma niezwykle prostą budowę. Brak tu głowicy, zaworów i rozrządu. Wewnątrz komory (odpowiednik cylindra) kręci się tłok, który w przekroju swoim kształtem przypomina trójkąt o rozdętych bokach. Gdyby komora miała przekrój koła, a tłok wirowałby wokół swojej osi sprężanie mieszanki byłoby niemożliwe. Właśnie z tego względu tłok obraca się mimośrodowo (na wale jest odpowiednia krzywka), a przekrój komory jest tak charakterystyczny. Tłok obraca się trzykrotnie wolniej od wału korbowego. Między tłokiem a mimośrodem wału znajduje się panewka. Za „przełożenie” odpowiedzialna jest zębatka widoczna wewnątrz tłoka, która współpracuje z drugą, mniejszą umieszczoną drugiej panewce w bocznej ścianie komory (nie widać jej na zdjęciach). To właśnie ta mniejsza zębatka jest sztywno połączona z wałem korbowym i wprawia go w ruch.  Podczas jednego obrotu tłoka następuje jednoczesne zassanie świeżej mieszanki, sprężanie mieszanki zassanej wcześniej oraz spalanie i wydech mieszanki zassanej - że tak powiem -  jeszcze wcześniej. Jest to możliwe dzięki temu, że kształt komór tworzonych między wnętrzem komory a poszczególnymi ścianami tłoka ulega podczas jego rotacji nieustannej zmianie. W jednym obrocie mamy zatem cztery cykle .Fazę spalania inicjują dwie świece zapłonowe.

Ciekawostką jest układ smarowania roboczej gładzi komory. W jednym miejscu znajduje się mikroskopijny otworek, którym za pośrednictwem specjalnego wtryskiwacza podawana jest mgiełka olejowa. „pierścienie” znajdujące się na wierzchołkach tłoka rozsmarowują ją po całej komorze. Niestety w takcie spalania jest ona w pewnej części wypalana. Wiąże się z tym pewne nominalne zużycie oleju (ok. 1,7 l od zmiany do zmiany). Jest to pewnym problemem dla zachowania czystości spalin, który jak widać stanął obecnie na drodze popularyzacji silnika.

Wbrew pozorom w remoncie Wankla filozofii nie ma, ale... Po pierwsze – z uwagi na małą popularność w Polsce tylko nieliczni mechanicy mieli z tym do czynienia. Po drugie znaczenie priorytetowe ma tu precyzja montażu. Po trzecie – z uwagi na duża ilość elementów uszczelniających łatwo pomylić się w ich składaniu. To wszystko.

Skromny wygląd nadwozia skutecznie maskuje możliwości auta. Z tej racji, w niektórych krajach ten model zalicza się do grona tzw. „cichaczy”. Trzeba jednak już na wstępie powiedzieć, że czasach swojej młodości był to samochód naprawdę drogi. Z racji kosztownych materiałów używanych do produkcji silnika nie oszczędzano także na wykonaniu reszty. Karoseria jest wykonana bardzo starannie. Złego słowa nie można powiedzieć także o zabezpieczeniu antykorozyjnym. Generalnie RX7 była projektowana jako samochód dwumiejscowy. W tylnej części było jednak na tyle miejsca aby upchnąć tam ciasną, awaryjną kanapkę i na niektórych – głownie europejskich rynkach – sprzedawano ja właśnie w wersji 2+2. W trosce o uzyskanie maksymalnej sztywności, zamiast tylnej klapy otwiera się jedynie tylna, rozbudowana szyba, co generalnie w zupełności wystarcza do pakowania ewentualnych bagaży. Bardzo ciekawie umieszczono koło zapasowe. Znajduje się pionowo tuż za tylnym zderzakiem co dodatkowo poprawia bezpieczeństwo w razie wypadku. Ułożenie poziome było niemożliwe z racji rozbudowanej konstrukcji tylnego zawieszenia – na koło pod podłogą bagażnika brakło by miejsca.

Jedną z zalet silnika Wankla są jego małe gabaryty. Dzięki temu linia maski poprowadzona jest bardzo nisko. Dodatkową zaletą jest bardzo korzystne, niskie położenie środka ciężkości. Podobne możliwości dają tylko silniki typu Boxer stosowane np. w samochodach Subaru.

Zawieszenie Mazdy RX7 jest dość zaawansowane (niezależne zawieszenie wszystkich czterech kół, prowadzonych przez trójkątne wahacze poprzeczne) a jego jakość wręcz zaskakuje. Opisywany egzemplarz ma przecież swoje lata ale podczas jazdy po nierównościach spod auta nie dochodzą żadne stuki. Niektóre popularne modele nie wytrzymują pod tym względem konkurencji nawet po rocznej eksploatacji. Kolejnym zaskoczeniem jest wytrzymałość układu przeniesienia napędu. Podczas zmiany biegów czy dodawaniu lub ujmowaniu gazu nie wyczuwa się żadnych luzów – nie szumi „dyfer”, nie stukają przeguby, a biegi przełącza się z dziecinną łatwością i fabryczną precyzją. Jedynym wykrytym minusem było zużyte łożysko wyciskowe sprzęgła.

Generalnie tak jak uniwersalny robot kuchenny. Generalnie już od 1000 obr.min dysponuje wystarczająca siłą ciągu i nie boi się zadyszki nawet w górnym dopuszczalnym zakresie obrotów, który leży gdzieś między 7-8 tys. obr./min. W praktyce oznacza to np. możliwość jazdy na trójce od 50 – 160 km/h, czy niezły ciąg do przodu także po przekroczeniu 200 km/h. Sam dźwięk silnika jest oczywiście charakterystyczny, jednak przesadą jest mówienie o „czymś niesamowitym”. Z jednym wyjątkiem – kiedy słyszymy go przy stałym obciążeniu na obrotach zbliżonych do maksymalnych.

Generalnie osoba, która kupuje nowy, supersportowy nie kieruje się chyba danymi o zużyciu paliwa. Inaczej sprawa przedstawia się na rynku wtórnym. Tutaj nabywcy korzystają często z okazyjnego spadku wartości i zastanawiają się, czy będzie ich potem stać na eksploatację. W przypadku RX7 temat „spalanie” jest nieco krępujący. Ostre tempo jazdy to 15 czy nawet 20 litrów benzyny na setkę. W RX7 zejście poniżej 10 litrów jest w każdych warunkach rekordem wartym odnotowania. Do spokojnej aczkolwiek nie ślimaczej jazdy potrzeba przynajmniej 11 – 12 litrów na setkę. Tu konkurencja jest lepsza.

W USA obok Toyoty Supry Mazda RX7 pełni już rolę kultowego pojazdu do ulicznych wyścigów i nie tylko. Dowodem był fakt, że auto (RX7 model 1996) pojawiło się na planie „Szybkich i Wściekłych”. Najnowszy produkt Mazdy – „troszkę rodzinny” RX8 sprzedawała się całkiem dobrze, a japoński producent rozważał nawet uruchomienie produkcji nowej generacji RX7. Niestety względy ekologiczne powstrzymały rozwój projektu i skierowały go chwilowo na inny tor. Silnik będzie wykorzystywany do hybryd. Dzięki bardzo małym gabarytom oraz charakterystyce momentu obrotowego silnik Wankla wydaje się w tym wypadku idealnym rozwiązaniem i kto wie, czy w dalszej perspektywie nie wyprze tradycyjnych silników.
Nie wszyscy wiedzą, że silników Wankla powszechnie używa się do napędu niektórych modeli skuterów śnieżnych. Korzysta z nich także ponoć amerykańskie wojsko z uwagi na dużą tolerancję do jakości stosowanych paliw oraz łatwy rozruch w warunkach zimowych.

Komentarze


autobeztajemnic.pl
Kultowe narzędzia cz.3
14.08.2014
USAG - włoska tradycja pod skrzydłami Stanley-a
Kultowe narzędzia cz. 2
13.06.2014
Sap-on: w USA to firma znana mechanikom prawie tak dobrze...
Kultowe narzędzia cz. 1
23.05.2014
Knipex - firma, która odkryła szczypce
Gorące nowości Nissens
14.08.2014
Oferta Nissens do najnowszych modeli - zdziwisz się jakich!
Rozrząd z niespodzianką!
04.07.2014
Czasem może wydawać ci się, że silnik ma łańcuch, ale pod...
Wymiana turbosprężarki 1.6 HDi
20.06.2014
Rewelacyjny film instruktażowy firmy Garrett. Czy w...
Eneos trafił do Polski
21.03.2014
W Japonii Eneos to olejowa marka numer 1.
W Polsce -...
Olej w przezroczystym aucie!
19.03.2014
W nowej kampanii reklamowej Shell...
Zainwestuj w stację do wymiany płynu!
04.02.2014
TRW ogłosiło promocje na stacje do wymiany płynu...
Wymieniasz akumulator w aucie ze start stop? Uważaj!
29.10.2013
Czy wiesz, że w wybranych samochodach z...
Czy chip niszczy DKZ?
17.06.2014
LuK ostrzega: amatorski chiptuning obniża żywotność...
Dupa ćwiara i nie tylko
22.05.2014
Jak się ma polskie słowo kluczowe
"Dupa ćwiara" do...
X